niedziela, 24 stycznia 2021

Tajemniczy świat genów. Recenzja książki Śmiech ma po matce. Tajemnice genów.




Tytuł: Śmiech ma po matce. Tajemnice genów. 

Tytuł oryginalny: She Has Her Mother's Laugh: The Powers, Perversions, and Potential of Heredity

Autor: Carl Zimmer 

Tłumaczenie: Mateusz Fafiński

Seria: ZROZUM 

Wydawnictwo: Poznańskie 


ŚMIECH MA PO MATCE skończyłam czytać jeszcze we wrześniu i z pewnością była to jedna z najlepszych książek jakie przeczytałam w 2020 roku. Seria @_zrozum ponownie mnie nie zawiodła i pozwoliła zgłębić temat który uwielbiałam na lekcjach biologii w szkole, czyli temat genetyki!


“Podobny do taty/mamy" bądź "a oczy to on chyba ma jednak po dziadku" słyszymy oglądając nowonarodzone dziecko. Za wszystkimi podobieństwami wizualnymi, jakie łączą nas z naszą rodziną, stoją oczywiście GENY! To dzięki nim jesteśmy mniej lub bardziej podobni do kogoś z rodziny. Jednak GENY, to nie tylko odziedziczone cechy wyglądu, ale też historia naszej rodziny. Dzięki odziedziczonym genom i współczesnej nauce możemy dowiedzieć się, czy aby na pewno jesteśmy rdzennym mieszkańcem danego kraju, czy przypadkiem nasz prapraprapraprzodek nie był Eskimosem, który przywędrował do Europy.



Tego i wiele innych ciekawych rzeczy, dowiecie się z książki „Śmiech ma po matce", która wchodzi w skład serii zrozum od wydawnictwa poznańskiego. Muszę przyznać, że mnie ta książka wręcz oczarowała. Nie tylko dlatego, że jest o tematyce popularnonaukowej, ale z tego względu, że jest ona fascynującą wycieczką po świcie genetyki. Od książki może odstraszać jej grubość, bo jest naprawdę spora, ale jak na tematykę i szczegółowe, jasne objaśnienia to jest okej. Napisana jest prostym językiem, zawiera w sobie, naukowe stwierdzenia jednak wszystko zostaje przez autora książki przystępnie wyjaśnione. Oprócz ciekawych informacji z książki wyniosłam, też chęć poznania bardziej historii swojej rodziny, bo kto tam wie, jaką historię oni kryją.


Nie ma innej opcji, niż ta, by polecić wam tę książkę!




Za książkę dziękuję Wydawnictwu Poznańskiemu

wtorek, 12 stycznia 2021

Daj się porwać Miastu Iluzji. Recenzja pierwszego tomu debiutanckiej powieści Konrada Grześlaka



Tytuł: Miasto Iluzji. Pistolety 

Autor: Kondrad Grześlak 

Wydawnictwo: Sonia Draga 

Cykl: Miasto Iluzji 



W pierwszej części „Miasta Iluzji. Pistolety" poznajemy Marcina Bielawskiego, który zostaje wciągnięty w śledztwo w sprawie śmierci swojego przyjaciela Artura Sosnowskiego, z którym wspólnie pisali scenariusz filmu. Owy scenariusz jest przyczyną śledztwa, ponieważ znajduje się osoba zainteresowana dziełem młodych bohaterów, jednakże jest on niekompletny, co doprowadza do podróży w przeszłości w życiu zmarłego Artura. W śledztwie pomaga Marcinowi, dziennikarz jednego z warszawskich tabloidów Andrzej Rulewski.


Oceniając „Miasto Iluzji. Pistolety" trzeba wpierw zaznaczyć, że książka jest debiutem Konrada Grześlaka, a z debiutami jest różnie, więc nie należy poddawać ich zbyt surowej ocenie. Temu debiutowi dałabym solidną czwórkę z plusem, bo z pewnością widać, że autor włożył w pracę nad nią całe swoje serce. Jednakże mogło być odrobinę lepiej. Za tak dobrą oceną, przemawia pomysł na fabułę, może lekko niedopracowany, ale ciekawy, w który można się, wczuć czytając uważnie książkę. Dobre są też postacie.. Chociaż nie które wydały mi się zbędne jak na przykład dziennikarz Rulewski. Dla mnie wnosi on tylko dodatkowy wątek, który przy takiej ilości rzeczy, które dzieją się w wątku głównym, jedynie jeszcze bardziej i niepotrzebnie komplikuje fabułę. Akcja książki powinna, być moim zdaniem odrobinę bardziej zwięzła, bo momentami wydawało mi się, że rozłazi się na wszystkie strony. Ale podkreślam to debiut, a debiuty nigdy idealne nie są.


Podsumowując „Miasto Iluzji. Pistolety " to przyzwoity debiut, dający nadzieję, że kolejna część może zaskoczyć. Mimo niedociągnięć książka mi się podobała. Udało mi się od szybko ją przeczytać, więc jest „na swój sposób" wciągająca.





Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Sonia Draga :)

wtorek, 15 grudnia 2020

Nigdy nie wiesz, kto tak naprawdę może Cię zranić - recenzja Małych Sekretów

 


Tytuł: Małe Sekrety 

Tytuł oryginalny: Little Secrets

Autor: Jennifer Hillier

Tłumaczenie: Katarzyna Bieńkowska 

Wydawnictwo: Muza Black 

Życie Marin i Dereka zostaje przewrócone do góry nogami w momencie, gdy ich czteroletni synek Sebastian zostaje porwany podczas świątecznych zakupów. Od czasu porwania mija szesnaście miesięcy, a Marin jest już tylko cieniem kobiety, którą była przed porwaniem synka. Policyjne śledztwo utknęło w martwym punkcie, wynajęta przez zrozpaczoną matkę detektyw, natrafia jedynie na ślad świadczący o zdradzie męża. Ta wiadomość całkowicie rujnuje świat Marin i prowadzi do niebezpiecznych decyzji.


*„Czasami to wszystko, co masz. Daje ci siłę, gdy nie ma nic innego, czego można by się trzymać. Ale nadzieja też może być straszna. Sprawia, że ​​pragniesz, czekasz, marzysz o czymś, co może się nigdy nie wydarzyć. Jest jak szklana ściana między miejscem, w którym chcesz być. Możesz zobaczyć życie, jakiego chcesz, ale nie możesz go mieć."(*¹)


Okej. Zacznę od tego, że po Małych Sekretach spodziewałam się znacznie więcej, niż w rzeczywistości dostałam. To, co bardzo zaintrygowało mnie w tej książce, to pomysł na fabułę. I było tak przez jakieś 60% książki. Po tych 60% ta książka zaczęła mnie trochę nużyć, a główna bohaterka irytować. W książce mamy dwa wątki : wątek porwania czteroletniego Sebastiana oraz zdradę męża głównej bohaterki, które wolałabym, żeby nie zostały ze sobą połączone. Albo może przynajmniej nie w taki sposób jak było to w książce. Po drugie brak stabilności charakteru głównej bohaterki. W jednym momencie zachowywała się jak osoba z myślami samobójczymi, by zaraz w kolejnym, uchodzić za silną i impulsywną kobietę. Takie pomieszanie cech charakteru szybko wzbudziło we mnie niechęć do Marin. Inni bohaterowie budzili we mnie sympatię.



Co mnie najmniej podobało mi się w tej książce? Zakończenie. Zanim do niego doszłam,wiedziałam kto jest porywaczem. Jednak myślałam, że będzie ono bardziej ekscytujące i nieprawdopodobne, takie nie było. Powody, dla których syn Marin i Dereka został porwany, były dla mnie błache i można było moim zdaniem zamienić je na ciekawsze. Ogółem zabrakło mi dobrego zakończenia tej książki.


Z czystym sumieniem mogę tej książce dać cztery z minusem, bo nie jest zła, ale gdyby bardziej nad nią popracowano byłaby lepsza. 





Za książkę dziękuję : wydawnictwu Muza Black 



Przypisy


(*¹) - cytat Małe Sekrety 


Magiczna moc rytuału

  Tytuł: Rytuały Autor: Dinitris Xyglatas Tłumaczenie: Nika Sztorc Seria: Zrozum Wydawnictwo: Poznańskie Rytuał — określone specyficzne zach...